Na pewno każdy z Was zna Kubusia Puchatka choćby ze słyszenia. To pluszowy miś o bardzo małym rozumku w czerwonej koszulce, mieszkający w Stumilowym Lesie, mający kilku przyjaciół. Co wyróżniało Kubusia oprócz koszulki? Ciągła ochota na małe co nie co... Problem polegał na tym, że "burczenie" brzuszka dopadało Kubusia w różnych sytuacjach i nie zawsze miał on możliwość coś przekąsić. A co za tym idzie? Kubuś często gęsto pożyczał sobie miodek od przyjaciół i pszczółek. ;) Bo przecież głodny miś o bardzo małym rozumku nie może pracować umysłowo z pustym brzuszkiem. Z tą pracą "na głodzie" u mnie jest podobnie. Jak chce mi się jeść to nie ma szans na efektywne myślenie. Jestem zła, sfrustrowana... i tak dalej, i tak dalej. Normalnie... żywy przykład piramidy potrzeb Maslowa. ;) Ale nie cieszcie się za szybko. Jestem pewna, że u większość (takiej większej większości) jest tak samo. Najpierw jedzenie potem praca. Ale kiedy ta ochota? U mnie jak u Kub...
Lubię sobie powspominać. O wszystkim o moim dzieciństwie, wakacjach, szkole, o poznaniu z mężem, o ślubie, weselu, ciąży, o tym jak moje dzieci były "takie" malutkie. Każde z tych wspomnień na swój sposób mnie wzrusza, cieszy, rozczula, zadziwia. Szczególnie jednak lubię sobie powspominać z mężem czasy naszego dzieciństwa i porównywać je do tego co mają nasze dzieci. ;) Może nie są to czasy PRL gdzie wszystko było na "kartki", ale też większość produktów i rzeczy nie była tak powszechna i ogólnodostępna jak teraz. Pamiętam, że słodycze i pomarańcze w hurtowych ilościach były tylko na specjalne okazje - na urodziny, święta. Pamiętam też, że nie było pampersów. Ale za to była woda sodowa z syfonu! Tak nieziemsko smaczna. Pamiętam dresy, śmieszne papucie i sukienki z białym dopinanym kołnierzykiem. I pamiętam jak mama kręciła mi włosy na papiloty przed "choinką" w przedszkolu. ;) Potem troszkę się zmieniło. Słodycze były częściej (gumy-donaldówy, g...