Przejdź do głównej zawartości

Czas na małe co nie co..

Na pewno każdy z Was zna Kubusia Puchatka choćby ze słyszenia. To pluszowy miś o bardzo małym rozumku w czerwonej koszulce, mieszkający w Stumilowym Lesie, mający kilku przyjaciół. Co wyróżniało Kubusia oprócz koszulki? Ciągła ochota na małe co nie co...


Problem polegał na tym, że "burczenie" brzuszka dopadało Kubusia w różnych sytuacjach i nie zawsze miał on możliwość coś przekąsić. A co za tym idzie? Kubuś często gęsto pożyczał sobie miodek od przyjaciół i pszczółek. ;) Bo przecież głodny miś o bardzo małym rozumku nie może pracować umysłowo z pustym brzuszkiem.

Z tą pracą "na głodzie" u mnie jest podobnie. Jak chce mi się jeść to nie ma szans na efektywne myślenie. Jestem zła, sfrustrowana... i tak dalej, i tak dalej. Normalnie... żywy przykład piramidy potrzeb Maslowa. ;) Ale nie cieszcie się za szybko. Jestem pewna, że u większość (takiej większej większości) jest tak samo. Najpierw jedzenie potem praca. 



Ale kiedy ta ochota? U mnie jak u Kubusia - różnie. Zależy od tego co zjem na śniadanie, co zjem potem, jak długa jest przerwa i jaką pracę wykonam. Może mnie dopaść na zakupach (co jest straszne, bo wtedy do koszyk leci dużo nieplanowanych i niebędących na liście rzeczy), w samochodzie, na wycieczce z dziećmi (i tu zaczyna się reakcja łańcuchowa - wyjmiesz przekąskę i w brzuchu burczy też pozostałym)... A jak rodzic to wiadomo - tu coś wypadnie, tam coś wyskoczy... 

Poza tym NIE MOGĘ ZAPOMNIEĆ, że taka ochota może dopaść nie tylko mnie... bo przeważnie przy mojej nodze wisi jeden mały (H.) , obok drugi większy (F.), a z drugiej strony jeszcze większy Łasuch (mąż).

Co na tą przekąskę?
Różnie.
Zależy na co jest ochota... Nie jestem z tych, że musi to być coś fit - typu jogurt, owoc, garść orzeszków. Czasem chcę coś słodkiego. I nie jest mi z tym źle.

Ale zdarza się i tak, że w torebce nic nie mam, więc wpadam do pobliskiego sklepu i jak taki wilk szukam zwierzyny do upolowania. :D

I właśnie ostatnio będą w takiej sytuacji wpadłam na chrupiące wafelki Familijne 2GO od Jutrzenka.



A tak na serio - Familijne 2Go to fajna przekąska -  nie za słodka, nie zbyt mdła, nie za duża. Taka trochę fit - nie ma się po niej wyrzutów sumienia. Wafelek jest pełnoziarnisty, a do tego chrupiący, kruchy, opłatkowy - wyglądem trochę przypomina wafelek od Nutella B-Ready, nie jest jednak taki rozmoczony.  W środku ukrywa się zacna ilość mleczno-czekoladowego nadzienia, w którym da się wyczuć smak mleka i czekolady. 

Co jeszcze jest fajne? Jest mały (tylko 20g), poręczny, mieści się w niewielkiej torebce i można go zabrać "prawie" wszędzie. Ale o tym za chwilę.
SKŁAD: tłuszcz roślinny (palmowy, Shea), cukier, mleko w proszku odtłuszczone 21%, mąka pszenna, mleko w prosku pełne 4,6%, kakao, skrobia ziemniaczana, czekolada w proszku (miazga kakaowa, cukier, kakao o obniżonej zawartości tłuszczu), emulgator, lecytyny (z soi), sól, aromaty substancja spulchniająca: węglan sodu. Produkt może zawierać orzeszki laskowe, orzechy arachidowe.
Wartość odżywcza w 100g: 
  • energia - 2345kJ/562kcal
  • tłuszcz 35g, w tym kwasy tłuszczone nasycone: 16g
  • węglowodany 50g, w tym cukry 34g
  • białko 11g
  • sól 0,36g

Może nie jest to jakaś zdrowa przekąska, ale skład też nie jest jakiś specjalnie długi. 😊 Na pewno ze względu na pełnoziarnisty, niesłodki wafelek jest lepszy niż Mars. I cena jest rewelacyjna, bo można  go kupić już za 0,80gr. No i jest z Polski. Wspierajmy naszych polskich producentów. Ot taki mini akt patriotyzmu. 😄

Wszystko było by fajnie gdyby nie opakowanie. Sam jego wygląd jest ok. Co prawda batonik w swojej "nudowej" szacie, znika między kolorowymi opakowaniami batonów. Ale ta pyszna i lekka przekąska ze względu na brak kartonika nie nadaje się na jakieś dzikie przeprawy, nie nadaje się do kieszeni/torebki wypchanej różnościami, ponieważ zostanie z niego czekoladowo-mleczno-wafelkowa miazga. Szczególnie, że wafelek jest bardzo kruchy.
Z wad to tyle.

Kiedy mieliśmy domowy szał na Familijne 2GO towarzyszył nam wszędzie. Na spacerze, przy wypadzie do ZOO, w samochodzie. Naprawdę niezawodna przekąska, którą kupię na pewno jeszcze nie raz.



 



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Masło? Margaryna? Finuu!!!

Obecnie na świecie panuje moda na FIT. FIT-sylwetkę, FIT-jedzenie, FIT-styl życia.  Nagle wszyscy zwiększyli swoją aktywność fizyczną, zaczęli się więcej ruszać. Wychodząc na spacer wokół widzę ludzi w sportowych strojach, z kijkami do nordic walking, na rolkach i na rowerach. Wśród mam bycie FIT odzwierciedlane jest przez wzmożoną liczbę spacerów z wózkiem. ;) Robiąc zakupy i zaglądając do koszyków widzę produkty zdrowe - pełnoziarniste chleby, makarony, brązowy ryż, kasze wszelakiego typu, jogurty naturalne, owoce, warzywa i zgrzewki wody. ;) Coraz mniej w koszykach butelek pepsi, chipsów i słodyczy. Każdy patrzy na skład - wybiera produkty jak najmniej przetworzone, często w 100% naturalne. Oczywiście popieram ten trend całym serduchem i mam nadzieję, że ta zmiana nawyków nie będzie trwać jeden sezon, a u większości utrzyma się przez całe życie. ;)  A teraz pytanie. Masło? Czy margaryna? Co lepsze? Jako technolog żywności odpowiadam masło - naturalne, niewzbo...

Bo Święta przecież są tuż za rogiem...

Jak to tak? To już? Grudzień...?! Święta tuż za rogiem. Do domu powoli wkrada się magiczna, świąteczna atmosfera - lampki, bombki, świąteczne dekoracje... Pachnie piernikami, które upieczone dwa tygodnie temu czekają na lukrowy make up.  To czas na szukanie choinki - tej idealnej, nie za dużej, nie za małej... takiej w sam raz. Czas na planowanie 12 potraw - bieganie po marketach w poszukiwaniu ostatniej paczki bakali do piernika, bądź suszu do kompotu. To też czas na zakup i robienie prezentów - chociażby drobnych upominków takich od serca. ;) I tu zawsze się zastanawiam... Co komu? Co zadowoli mamę? Co teściową? Co wywoła uśmiech na twarzy męża, syna albo córki? Czy siostra będzie zadowolona z perfum, a szwagier z gry komputerowej? Pomysłów na prezent jest mnóstwo. Ile głów w domu, tyle pomysłów...  Mogą być prezenty klasyczne, zawsze modne - typu zegarki, krawaty, perfumy, kalendarze. Mogą być też prezenty śmieszne - z ...

Zakręcony październik

My kobiety lubimy mieć czas dla siebie. Lubimy ten czas wykorzystywać na malowanie paznokci, wizytę u fryzjera, kosmetyczki. Lubimy zrobić sobie takie małe domowe spa w wannie. Takie jesteśmy. :) Jednak z czasem, kiedy kobieta zostaje matką (madką, mamuśką, mamusią) tego naszego czasu jest coraz mniej. Jest w tym sporo naszej winy, bo nasze potrzeby odstawiamy na bok, a liczą się tylko potrzeby członków rodziny. A potem słyszymy jakie jesteśmy zaniedbane, zmęczone, takie inne... Ja, jako kobieta, na co dzień nigdy nie potrzebowałam i do tej pory nie potrzebuję wiele czasu na jakieś zabiegi typu makijaż - krem BB/pokład, tusz i błyszczyk przeważnie starcza. Za to moje włosy to inna broszka. Mam ich dużo. Są półdługie, grube, gęste, a końcówki mam zniszczone rozjaśnianiem. Długie na razie nie są, ale jak mnie najdzie kaprys to będą. ;) Moje włosy potrzebują odżywiania a przy układaniu i modelowaniu szczególnej uwagi. Każde urządzenie,  którego używam do styliz...